2 min read

Cywilizacja na technologicznym roller coasterze

Firmy technologiczne powinny zacząć myśleć o sobie, jako instytucjach zaufania publicznego, a nie tylko dostawcach produktów ułatwiających życie. Mamy wtedy szansę uchronić technologię przed fazą społecznego rozczarowania. To teza płynąca z wystąpienia Piotra Płoszajskiego, Profesora Szkoły Głównej Handlowej, ktorą przedstawił uczestnikom konferencji IT Manager of Tomorrow. 

297A9540-2

W 1857 roku, 20 lat przed gramofonem Edisona, Francuz Édouard-Léon Scott de Martinville nagrał dźwięk. Przepuścił fale dźwiękowe przez tubę zakończoną membraną. Nazwał to urządzenie fonoautografem – rozpoczął swoje wystąpienie Profesor. Wynalazek określił jako spektakularny przykład daleko- i krótkowzrocznośći równocześnie. Scott dokonał bowiem  wielkiego skoku: wydzielił fale dźwiękowe i zapisał na nagrywającym medium. Stworzył pierwsze urządzenie do nagrywania, ale nie pomyślał o odtwarzaniu. Dzisiaj wydaje się oczywiste, że urządzenie nagrywające powinno również odtwarzać. Scott potrafił stworzyć funkcje odtwarzania, ale po prostu o tym nie pomyślał. To był jego martwy punkt. 

Martwe punkty, to sytuacje, kiedy coś utknęło z naszego pola widzenia, ale po fakcie wydaje się oczywiste.

Historia francuskiego wynalazcy pokazuje, że tzw. "samotny wynalazca" ma szansę popełnić więcej błędów, nie dostrzec pewnych możliwości. Profesor Płoszajski "mit samotnego wynalazcy" przekłada na firmy technologiczne, które tworzą własne algorytmy, aplikacje – każda dla siebie, swoich użytkowników. Speaker siódmej edycji ITMT zwraca również uwagę na fakt, że wynalazek bez innowacji, jest marnowaniem czasu. Nie innowacja jest ważna, a innowacyjność. Nie produkty, a rozwiązania są wartością. Postacią, która myślała innowacyjnie był Edison. Nie odkrył on żarówki, ale był geniuszem tworzenia środowiska innowacyjnego ceniącego eksperyment i akceptującego porażkę. Stworzył cały system: żarówka -> elektrownia -> sieć -> licznik, bez którego sama żarówka nie miała dużego znaczenia. Mówił o sobie "jestem gąbką, a nie wynalazcą". Innowacja zwykle nie rodziła się tylko przez danie ludziom bodźców, ale także przez tworzenie środowiska, gdzie ich idee mogą się połączyć.

Samotny wynalazca "artysta" zawsze był rzadkością, ponieważ wielkie idee to ekosystemy. Powstają głównie w sieciach – naszych mózgach i między ludźmi.

Przykładem takiego środowiska jest Dolina Krzemowa. Tam ludzie się spotykają, dyskutują, współpracują. Takie wielkie idee najchętniej i najlepiej poruszają się w klastrach. Zdaniem Profesora sektor IT potrzebuje więcej  wewnętrznej współpracy.  

Według Profesora Piotra Płoszajskiego rozwój technologii jest pełen przykładów martwych punktów – przeoczonych możliwości i zagrożeń. Im bardziej technologia się rozwija, tym więcej daje okazji do przeoczeń. Dziś jesteśmy w momencie okresu rozwoju wykładniczego i synergii różnych technologii. Obecna, „Czwarta”, rewolucja technologiczna weszła w etap wzrostu wykładniczego. Jest on typowy dla wszystkich okresów pojawiania się przełomowych innowacji, kiedy to po etapie stopniowego kumulowania się doświadczeń następuje etap ich gwałtownego rozwoju i zastosowań we wszystkich obszarach życia. Ma on zawsze cechy typowej choroby dwubiegunowej: przeplatające się okresy manii i depresji. Jesteśmy obecnie w tym pierwszym. W takim momencie ludzie mają tendencję do przeceniania krótkoterminowych efektów nowych technologii i niedoceniania długofalowych. Daje to grunt dla, z jednej strony, eksplozji hurra-optymistycznych oczekiwań społecznych, a z drugiej, dla inflacji nieuprawnionych obietnic i masowego tworzenia buzzwords przez głodny szybkiego sukcesu biznes technologiczny. Fascynujące jest śledzenie tego zjawiska przez analizę proroctw, jakich masowo dokonują ostatnio samozwańczy futuryści i firmy doradcze. Wiele obecnych, sztandarowych obszarów nowych technologii ma ten syndrom: sztuczna inteligencja, zastosowania fizyki kwantowej, blockchain, autonomiczne pojazdy, inżynieria genetyczna, migracje międzyplanetarne, etc.

297A9565

Technologia staje się nową, potężną, bo niewidzialną, ręką rozwoju cywilizacyjnego. Nick Bostrom mówi, że rozwój technologii jest, jak wyciąganie kul z koszyka. W historii cywilizacji wyciągaliśmy dotąd wiele różnych kul – przeważnie białych, czasem szarych. Dotąd nie wyciągnęliśmy czarnej mogącą zniszczyć cywilizację, która ją wymyśliła. Nie dlatego, że byliśmy wyjątkowo ostrożni albo mądrzy. Może po prostu mieliśmy szczęście. Kevin Kelly w słynnej książce "Czego chce technologia?" pokazuje, że przez swoją złożoność jej rozwój przybiera dziś postać samoistnego, trudnego do kontrolowania bytu. Kto i jak miałby to robić: ludzie, czy kolejne, "kontrolne" technologie? Jakie? Sieci neuronowe pokazują już swoje ograniczenia, a sztuczna superinteligencja ciągle jest odległa. W międzyczasie przestawiamy jednak cywilizację na autopilota.

Przeczytaj także:

Nie wierzmy zatem Czerwonej Królowej z “Alicji w krainie czarów" ("W naszym kraju, aby pozostać w tym samym miejscu musisz biec jeszcze dwa razy szybciej".) Technologie agilowe są świetne. Ale, paradoksalnie, w czasach szybkich zmian technologii, nie tylko tempo biegu ma znaczenie, ale także zdolność zatrzymywania się na moment i myślenia. "Busy is the new stupid", jak mówi Bill Gates. Środowisko IT ma dziś stanowczo większą odpowiedzialność za losy cywilizacji, niż mu się wydaje.

ConleaLMIT blog CTA-7

 

Rola managerów i liderów średniego szczebla w budowaniu i utrzymywaniu zwinności

Bez wsparcia „from the top” niemożliwa jest skuteczna transformacja firm. Niemniej jak pokazują badania, to właśnie managerowie średniego szczebla są...

Read More

Cywilizacja na technologicznym roller coasterze

Firmy technologiczne powinny zacząć myśleć o sobie, jako instytucjach zaufania publicznego, a nie tylko dostawcach produktów ułatwiających życie....

Read More

Siła w synergii, czyli kobiecy pierwiastek w IT

W 2010 roku zaledwie 11,9% kobiet było członkiniami zarządów firm. Przez ostatnie 10 lat (do 2021 roku) liczba ta wzrosła do 31%, ale to wciąż tylko...

Read More